DUSZA,  EMOCJE,  ROZWÓJ

Błogosław dziedzictwo swoich przodków

Trochę mnie tu nie było…

Ostatnie dwa miesiące były dla mnie czasem wycofania się ze świata zewnętrznego i zwrócenia się bardziej w stronę życia wewnętrznego, wyciszenia, pobycia ze sobą, swoimi myślami, emocjami i wartościami. Czułam, że jest to ważna część procesu, który przechodzę dzięki temu, że jestem w stanie błogosławionym. Daje on niesamowitą okazję do głębokiego wglądu w siebie i rozwoju duchowego, dlatego z uważnością i otwartością przyglądałam się temu, co się ze mną dzieje i do czego mnie to prowadzi.

Luty był dla mnie niezwykle trudnym i bardzo rozwojowym miesiącem na wielu płaszczyznach… Miałam jakieś skrajnie dziwne stany… jednego dnia czułam w sobie niesamowity spokój, harmonię, miłość i przepełniała mnie czysta wdzięczność za wszystko, co się dzieje i czego doświadczam, a kolejnego dnia budziłam się z jakimś dziwnym uczuciem pustki, rozczarowania, braku radości, pasji i spełnienia… Łzy same napływały mi do oczu i kompletnie nie rozumiałam co się ze mną dzieje… Jednak dawałam sobie przestrzeń do tego, aby ze spokojem przyjmować i obserwować stany, które się pojawiają, aby się uwolnić i oczyścić.

Dopiero po jakimś czasie poczułam i zrozumiałam, że to pewne głęboko ukryte energie rodowe zaczęły się ujawniać i dawały o sobie znać. W listopadzie zaczęłam praktykować gimnastykę słowiańską, która mocno bazuje na pracy z rodem, więc podejrzewam, że to po prostu zapoczątkowało ten proces.

Na początku lutego wzięłam udział w kursie Ho’oponopono. Jest to prastara hawajska metoda uzdrawiania relacji, pojednania i wybaczenia. Pozwala na oczyszczenie naszego umysłu ze wszystkiego, co powoduje stres, problemy w relacjach, prowadzi do chorób i zaburzeń w naszym życiu. “Resetując” nasz biokomputer, transformując traumy, zaburzenia energetyczne, otwieramy się na nowe możliwości i rozwiązania w naszym życiu prowadzące do głębokiej przemiany duchowej. A żeby się z czegoś oczyścić, najpierw trzeba to sobie uświadomić i pozwolić temu wypłynąć z głębi na powierzchnię.

Gdy zaakceptujemy, że jesteśmy całkowitą sumą wszystkich minionych myśli, uczuć, słów i czynów, że nasze obecne życie i podejmowanie decyzji zabarwione jest pamięcią z przeszłości, zaczynamy dostrzegać, jak proces ho’oponopono może zmienić całe nasze życie, rodzinę oraz społeczeństwo.

Morrnah Nalamaku Simeona

W tym samym czasie gwałtownie zaczęła postępować choroba mojej babci Anastazji i 12.02.2020 babcia odeszła… Była to ostatnia żyjąca kobieta z moich przodkiń. Mama oraz druga babcia zmarły wcześniej. A córka, którą aktualnie noszę pod sercem też będzie miała na imię Anastazja – imię wybraliśmy jeszcze przed poczęciem, a w trakcie aktu „stwarzania” mąż zaprosił ją do naszego życia 🙂

Zrozumiałam, że to, co właśnie się działo w moim rodzie jest dla mnie bardzo znacząca duchową lekcją, ponieważ to właśnie nasza córka będzie dalej kontynuować linię żeńską i ja w tym momencie jestem dla niej jakby łącznikiem pomiędzy światem zmarłych przodkiń a całkowicie nowym życiem, które ona niesie ze sobą.

Zdałam sobie z tego sprawę pod koniec lutego, kiedy pojechaliśmy razem z mężem na warsztaty „Twoje relacje z pieniędzmi” Joanny Mądrzak, które mocno bazowały na pracy z rodem. Tam podczas jednej z medytacji, doświadczyłam ogromnej energii, jaka płynie od moich przodków – pełnia wiedzy, mądrości i doświadczenia wielu pokoleń. Poczułam jak moja zdolność przyjmowania tego, co płynie znacznie się otwiera i poszerza. Poczułam w sobie gotowość i zgodę na przyjęcie tych pięknych doświadczeń, pradawnej mądrości i błogosławieństw, które płyną z mojego rodu i z wielką wdzięcznością zaczęłam je przyjmować – bo to wszystko to moje ZASOBY. Poczułam w sobie ogromną moc, odwagę i wsparcie do podążania swoją duchową drogą, aby nieść dalej w świat wszystko to, co otrzymałam.

Zrozumiałam też, jak moje wcześniejsze zachowania i przekonania odcinały mnie od tej energii. Byłam za bardzo skoncentrowana na negatywnych przekonaniach, lękach, blokadach i ograniczeniach, które mieli moi przodkowie i które mimowolnie przejęłam od rodziców, a na które nie chciałam się zgodzić i robiłam, co w mojej mocy, aby tego do siebie nie przyjmować, aby pozbywać się i usuwać wszystko, co według mnie nie było dla mnie wspierające. A kiedy nie przyjmujemy i odrzucamy to, co płynie od rodziców to pozbawiamy się ogromnej ilości energii.

Podczas tych warsztatów i medytacji, których doświadczaliśmy zrozumiałam, że w każdym przekonaniu rodowym jest skumulowana ogromna ilość energii i ta energia może nam służyć, jeśli tylko zgodzimy się ją przyjąć z szacunkiem, akceptacją i wdzięcznością, a następnie ją przetransformujemy w nowe, wspierające dla nas zasoby. Poczułam w ciele, że mam w sobie tę niesamowitą moc do przetransformowania tego, co mi nie służy w nowe i wzmacniające, dzięki czemu odczułam silne ugruntowanie i ukorzenienie w ziemi. Nigdy wcześniej nie miałam okazji tak intensywnie doświadczyć energii płynącej z rodu, ich mocy i wsparcia poprzez świadome połączenie z nim. Okazuje się, że człowiek oderwany od rodu, bez jego wsparcia jest jak drzewo bez korzeni.

Wszystko, co dawali nam rodzicie i pozostali przodkowie, dawali nam z największą miłością i troską, nie mając świadomości, że cokolwiek może być dla nas w przyszłości szkodliwe lub niewspierające. Wszysko, co oni robili, robili to z miłości i dla naszego najwyższego dobra. My teraz tworzymy nowe życie, nową rodzinę i dzięki temu wszystkiemu, co doświadczyliśmy wcześniej w dzieciństwie oraz całemu dziedzictwu przodków, teraz jesteśmy właśnie w tym miejscu, w którym jesteśmy i żyjemy pięknym życiem. Naszym zadaniem jest teraz świadome przekazywanie tego dziedzictwa i jego mocy dalej naszym dzieciom.

A więc jedyną słuszną drogą jest błogosławienie całej przeszłości, szacunek i czysta wdzięczność za wszystko, co otrzymaliśmy i czego nie otrzymaliśmy, co doświadczyliśmy i czego nie mieliśmy okazji doświadczyć. Bo to wszystko nas ukształtowało na ludzi, jakimi jesteśmy dzisiaj. Wszystko było po coś i miało swój cel i ukryty sens, którego przez wiele lat mogliśmy nie rozumieć. A jeżeli czujemy w sobie jakieś żale i urazy, niezbędne jest wybaczenie i pojednanie jako podstawa dla harmonijnego przepływu energii. O wybaczaniu pisałam szerzej tutaj: Wybaczaj i kochaj.

Tak właściwie, to przecież sami, jako Dusza, która przychodzi na świat z konkretnym planem i misją, wybieramy sobie rodziców i drogę, dzięki którym będziemy mogli właśnie realizować to, po co przychodzimy na ten świat, w tym życiu. Naszym zadaniem, poprzez świadomy rozwój jest odkrycie, a tak naprawdę przypomnienie sobie po co tu właściwie jesteśmy. A więc każde najtrudniejsze doświadczenie było i jest dokładnie tym, co w danej chwili jest nam potrzebne do dalszego rozwoju i wzrostu.

Energia rodu jest zakodowana w nas czy tego chcemy czy nie i stale kształtuje nasz życie. Głęboko w naszej genetycznej pamięci komórkowej niesiemy wszystkie doświadczenia naszych przodków sprzed wielu pokoleń. Jest to tak ogromna ilość zapisów, że nie jesteśmy w stanie o nich wiedzieć. Jednak wydrukiem tego jest po prostu nasze obecne życie. Jeżeli płynie ono gładko, najwyraźniej energia przepływa przez nas harmonijnie i jesteśmy stale wspierani. Jednak najczęściej na jakiejś płaszczyźnie coś szwankuje, gdzieś jest jakaś blokada, a my intensywnie próbujemy ją naprawić poprzez różne działania w naszym rzeczywistym, aktualnym życiu. Jednak, aby zmienić wydruk, najpierw należy dokonać korekty w „pierwowzorze”. Poprzez świadomość tych zależności, możemy zacząć uwalniać zablokowaną energię oraz transformować to, co nam nie służy.

Czasem jest tak, że przepływ energii i porządek w systemie rodowym jest tak zaburzony, że kompletnie nie będąc tego świadomym nie stoimy na swoim właściwym miejscu i odgrywamy nie swoje role. Możemy to zaobserwować, jeżeli stale i w kółko doświadczamy podobnych problemowych sytuacji i odtwarzamy te same schematy. Oznacza to, że z naszej rodowej podświadomości płynie ważna informacja, którą warto odkryć i przetransformować.

W moim przypadku tak właśnie było – jednak oczywiście nie zdawałam sobie z tego sprawy. Czułam, że gdzieś energia w moim życiu jest zblokowana, nie miałam pojęcia dlaczego, jednak odpowiednia intencja i intuicja poprowadziły mnie ku metodzie ustawień systemowych Berta Hellingera. Wzięłam udział trzykrotnie w różnych warsztatach u Izy Kopp, które gorąco z całego serca polecam! Tam dopiero w czasie warsztatów miałam okazję zobaczyć i poczuć co i dlaczego dzieje się w moim życiu „tuż pod powierzchnią” prawdziwych zdarzeń. Kiedy właściwy porządek wzajemnych relacji w rodzinie i rodzie został przywrócony, energia mogła swobodnie płynąć. Pewne zmiany były oczywiste i natychmiastowe, a inne wywołały kolejną falę zdarzeń.

Jedną z najbardziej znaczących było poczęcie kolejnych potomków naszego rodu – za pierwszym razem po miesiącu od warsztatów, za drugim po dwóch tygodniach. W życiu nie ma przypadków i wiem, że właśnie te dwa spotkania z pracą ustawieniową były kluczowym elementem dla harmonijnego procesu przyjścia naszych dzieci. Mój mąż również odbył swoje „porządki” dwukrotnie na warsztatach u Izy Kopp, a także na warsztatach wyjazdowych dla mężczyzn „Wilcza Wataha” u Mirka Czarko-Wasiutycz, co również przyniosło wiele pozytywnych zmian w naszym wspólnym życiu, na wielu płaszczyznach.

Z pewnością są różnego typu skuteczne metody pracy z rodem i energią przodków, jednak ja miałam okazję doświadczyć tego, o czym piszę. Dlatego zachęcam Cię do samodzielnego odnalezienia poprzez własną intencję, właściwej dla siebie drogi, która poprowadzi Cię do nawiązania bliższej relacji ze swoim rodem, bo to w nim zapewne tkwi wszystko, co jest w stanie dać nam niezbędną energię, moc i wsparcie do tego, aby w pełni realizować się w swoim życiu, we właściwym dla siebie miejscu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *