CIĄŻA, PORÓD,  DUSZA

Błogosławiony stan umysłu, ciała i duszy

Gdyby jeszcze 3 lata temu o tej porze ktoś mi powiedział, że ciąża to cudowny okres, że poród jest pięknym doświadczeniem, a macierzyństwo wspaniałą drogą rozwoju i rozkwitania własnej kobiecości… nie uwierzyłabym! Kto mnie zna bliżej, ten wie, jakie było moje podejście do dzieci i bycia mamą. Raczej odsuwałam to na dalszy plan. Teraz, kiedy to piszę, jestem po raz drugi w stanie błogosławionym, w czwartym miesiącu, a syn w styczniu skończy 2 lata. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że to czego się obawiałam najbardziej, okazało się najwspanialszą przygodą. Ciąża to rzeczywiście cudowny, błogosławiony stan – stan błogości umysłu, ciała i ducha i czas, kiedy kobieta może rozkwitnąć w pełni w swojej kobiecości.

Chcę opisać tu swoją historię, bo wiem jak wiele kobiet boryka się z podobnymi dylematami i obawami, jakie ja miałam wcześniej. Boją się ciąży, porodu i macierzyństwa i odsuwają to stale na dalszy plan. Czują się „niegotowe” na ten etap w życiu i zagłuszają sygnały nadchodzące z wielu stron, że to już właściwy moment. Dokładnie tak samo miałam.

Jak to się wszystko zaczęło?

Był styczeń 2017 rok i zbliżało się kolejne z naszych cyklicznych, biznesowych szkoleń weekendowych w Karpaczu. Za każdym razem te wydarzenia wnosiły jakieś ważne momenty przełomowe w moim życiu. Tym razem, od jakiegoś czasu w moim biznesie nie układało się najlepiej, mimo intensywnego zaangażowania, nie uzyskiwałam takich rezultatów, jakie oczekiwałam. Działanie w MLM, które było moją pasją, przestało sprawiać mi radość, czułam, że się męczę i nie wiedziałam czy to jest właśnie to, co mam w życiu robić, czy może czas pójść inną drogą, aby spełniać swoją życiową misję. Codziennie czytałam jeden rozdział z 7 duchowych praw sukcesu Deepaka Chopry i w sobotę rano, po porannej medytacji, zapisałam sobie w kalendarzu, w dacie szkolenia intencję: „Podejmuję decyzję dotyczącą mojego życiowego celu.” Chciałam dawać światu to, co mam w sobie najlepszego, więc stale zadawałam sobie pytanie: Jaka jest moja życiowa misja? Co mam najważniejszego światu do dania?

Uszykowałam się i poszliśmy na śniadanie. W pewnym momencie, kątem oka zobaczyłam przy stoliku obok rodzinę z trójką małych dzieci. Radość, miłość i ciepło, jakie od nich emanowały cały czas przyciągały mój wzrok. Widziałam szczęśliwych rodziców, radosne dzieci i ten obrazek zadziałał na moją wyobraźnię… i nagle.. pojawiła się MYŚL: Hmm.. fajnie by było już mieć dziecko… aż sama się przeraziłam tego, co pojawiło się w mojej głowie!!! Nigdy wcześniej taka myśl nie miała szansy u mnie zagościć… Szybko dokończyłam śniadanie i poszłam na szkolenie.

Przez całe dwa dni szkolenia czułam się jakoś dziwnie, nie mogłam się na nim odnaleźć, nie wiedziałam sama, o co chodzi, nie czułam w sobie pasji i radości jak dawniej, więc gdy szkolenie dobiegało końca czułam jakąś dziwną pustkę, że nie wiem co mam dalej robić. Kiedy na koniec dziękowaliśmy sobie nawzajem za organizację i wspólne przebywanie, pani Mirosława widząc mój dziwny stan zapytała co się ze mną dzieje? Powiedziałam, że sama nie wiem, co mi jest… a ona na to: „Ania, Ty powinnaś sobie dziecko zrobić, to wszystkie problemy Ci się rozwiążą.” To zdanie wystrzeliło we mnie jak z procy! Rozpłakałam się, coś we mnie pękło i w głowie zaczęły kłębić się myśli: „A może to prawda… może to ten brakujący element układanki w moim życiu…” Byłam przerażona! Chwilę później rozmawiałam z Martą, mamą dwójki dzieci, opowiedziałam jej tę sytuację i to jak jestem zaskoczona i wystraszona tym, że w ogóle zaczęłam myśleć o dziecku. Marta mnie uspokajała i mówiła, że dzieci to największy cud. Kompletnie do mnie to nie docierało, bo mój umysł wypełniało tysiące lęków – przecież ja nigdy nawet nie miałam do czynienia z malutkimi dziećmi, kompletnie nic o tym nie wiem, boję się ciąży, porodu, czy sobie poradzę.. i tak dalej. Marta mnie przekonywała, że to jest instynkt i po prostu przyjdzie samo i będę wiedziała, co robić. Wyparłam te myśli i wróciliśmy do domu. Jednak pierwsze ziarna zostały zasiane…

Mój partner już bardzo chciał mieć dzieci, byliśmy razem od 1,5 roku. Wielokrotnie mi powtarzał, kiedy miałam jakieś drobne dolegliwości narządów płciowych, że mój organizm woła o dziecko, a ja w ogóle tego do siebie nie przyjmowałam. Mijały kolejne dni, a ja nadal jakaś zagubiona nie potrafiłam obrać sobie kierunku działania. Biznes przestał mnie cieszyć, zastanawiałam się nad tym czy w ogóle go dalej kontynuować.

Przypomniało mi się jak znajoma polecała mi dobrego bioenergoterapeutę. Miesiąc później wybrałam się do pana Janusza. Kiedy zapytał co mnie sprowadza, odpowiedziałam, że tak naprawdę nic się nie dzieje z moim zdrowiem, jedyne co nie daje mi spokoju to jakieś wewnętrzne zagubienie, nie wiem w jakim kierunku mam dalej iść, jestem w jakimś zastoju życiowym. Pan Janusz natychmiast wyczuł – „blokuje pani swoją kobiecość – stąd u pani te dolegliwości dróg moczowych i narządów płciowych” ( o czym nawet nie wspomniałam, a faktycznie mnie dotyczyły! ) i zapytał jak sprawy sercowe, na co ja rozpłakałam się.. ze szczęścia – mam wspaniałego partnera i jesteśmy bardzo szczęśliwi. „Czy planujecie dzieci?” I mnie zatkało… znowu, tak jak miesiąc wcześniej, rozpłakałam się, wytłumaczyłam, że Paweł już bardzo by chciał i wspomniałam o sytuacji ze szkolenia i że nie chcę o tym myśleć, bo bardzo się tego boję i czuję, że jeszcze nie jestem gotowa. Pan Janusz, podobnie jak wtedy Marta, zaczął mi mówić o tym, że dzieci to największy cud w naszym życiu. Wytłumaczył mi ze spokojem, jak natura wszystko zaplanowała, że kobieta będąc w ciąży w naturalny sposób przygotowuje się do bycia mamą i kiedy już dziecko się urodzi to intuicyjnie wie, co robić. Znowu byłam przerażona, że ponownie do mnie ten przekaz trafia. „Ma pani w sobie tyle miłości, że czas ją oddać w postaci CUDU, jakim jest dziecko…” i chyba właśnie usłyszałam odpowiedź na pytanie, które zadawałam sobie od dłuższego czasu – co ja najwspanialszego mogę dać światu? DZIECKO. Wyszłam stamtąd lekka, uwolniona, pełna energii i jednocześnie z wielkim znakiem zapytania w głowie.

W kolejnych tygodniach byłam jeszcze kilkakrotnie u pana Janusza razem z moim partnerem. Moje wnętrze zaczęło się uzdrawiać i otwierać…

Mijał kolejny miesiąc. Pod koniec marca zaplanowałam sobie weekend rozwojowy. Byłam w czasie czytania książki Ewy Foley: Bądź Aniołem swojego życia. Już od jakiegoś czasu za mną chodziło wzięcie udziału w warsztatach ustawień systemowych metodą Berta Hellingera. Przeczytałam w tej książce, że każdy człowiek powinien przynajmniej raz w życiu wziąć udział w tego typu warsztatach, bo robią one niesamowite „porządki” w naszym życiu i uzdrawiają strukturę naszej rodziny, uwalniając wszelkie blokady i konflikty. Dla wielu ludzi, nawet jedno takie spotkanie, może zaoszczędzić wielu godzin, a nawet lat spędzonych na wizytach u różnych psychologów czy psychoterapeutów. Wybrałam warsztaty u Izy Kopp i to był strzał w dziesiątkę. Natomiast w niedzielę uczestniczyłam w warsztatach Soul Body Fusion prowadzonych przez Ewę Foley. Soul Body Fusion to prosty proces, który możemy robić dla siebie i innych, przywracając zestrojenie ciała na poziomie komórkowym, z możliwie najwyższą energią czy światłem, jakie może ono utrzymać. Dzięki temu wchodzimy na wyższe częstotliwości energii i przywracamy harmonię na każdym poziomie życia.

Ten weekend okazał się dla mnie totalnie przełomowym i niezapomnianym przeżyciem! Piątkowe warsztaty z ustawień systemowych pomogły mi oczyścić się i uwolnić z wielu negatywnych emocji związanych ze śmiercią mojej mamy, która zmarła w 2007 roku. Przez 10 lat, gdzieś na głębokim poziomie nie mogłam się z tym pogodzić, nie potrafiłam swobodnie o tym rozmawiać. Poprawiłam też mnóstwo aspektów w relacji z Pawłem i tatą. Na tym spotkaniu wylałam mnóstwo łez, smutku, żalu i poczucia winy. Czułam się znacznie lżejsza, oczyszczona, wolna i gotowa na nowe życie. Z radością pojechałam na warsztaty Soul Body Fusion. Było to moje pierwsze spotkanie na żywo z Ewą Foley. Do tej pory znałam Ewę z książek oraz nagrań Louise Hay, których często słuchałam, a były właśnie prowadzone głosem Ewy. To był wyjątkowy dzień! Wykonywaliśmy wiele ćwiczeń i czułam jak z każdym kolejnym otwiera się moje serce i budzi się we mnie coraz większa miłość, spokój i wypełniam się świetlistą, boską energią. Tym razem też wylałam trochę łez, ale to już były łzy szczęścia i miłości do siebie. Wyszłam stamtąd jako nowa JA – otwarta, radosna, pełna miłości, ciepła, autentyczna. Kiedy mąż mnie odbierał, zaraz po warsztatach był oczarowany blaskiem, jaki ode mnie bije. Mówił, że wyglądam zupełnie inaczej… Z całego serca dziękuję za ten piękny, uzdrawiający weekend! Zrobiłam w sobie przestrzeń na całkowicie nową jakość życia.

Krótko po tym, postanowiliśmy z Pawłem przeprowadzić się do większego mieszkania. Wynajmowaliśmy pod Poznaniem w Luboniu mieszkanie dwupokojowe i stwierdziliśmy, że przydadzą nam się 3 pokoje. Nic ciekawego nie mogliśmy znaleźć. Zależało nam na mieszkaniu z dala od centrum, w ciszy i spokoju. Okazało się, że jeden z właścicieli, do którego dzwoniłam mówi, że miałby dom do wynajęcia na obrzeżach miasta. Od razu przypadliśmy sobie do gustu, dom nam się bardzo spodobał i w połowie kwietnia zamieszkaliśmy. Całe życie od urodzenia mieszkałam w bloku. Teraz, po raz pierwszy doświadczyłam tej wolności i przestrzeni, jaką daje dom. Znowu pojawiło się więcej „miejsca” na coś nowego w naszym życiu, czuliśmy, że otwiera się przed nami zupełnie nowy rozdział.

Chwilę później, był koniec kwietnia i na weekend majowy mieliśmy jechać z moim bratem i jego dziewczyną do Wiednia, Bratysławy i Budapesztu na „objazdówkę” samochodem. Trochę przegapiłam zbliżający się termin przeglądu auta i na 3 dni przed wyjazdem obudziłam się, że trzeba by to zrobić. Okazało się, że w Poznaniu nie ma już żadnych wolnych terminów i musiałam się wybrać do Łodzi. Dowiedziałam się, że w tym samym dniu w Łodzi, odbywa się spotkanie z Ewą Foley na temat poczucia własnej wartości. Cudownie! – pomyślałam – właśnie po to miałam jechać do Łodzi. Kiedy weszłam do salonu, aby oddać auto do serwisu, chwycił mnie niewyobrażalnie silny, przeszywający ból w podbrzuszu, nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Zadzwoniłam do Pawła i stwierdził, że mam jechać do ginekologa, znalazł szybko w internecie specjalistę i umówił mi wizytę. Zamówiłam kierowcę i pojechałam. W gabinecie okazało się, że mam po prostu bardzo silną owulację – „idealny czas, żeby zajść w ciążę”. Ja się roześmiałam i wytłumaczyłam, że ja to chciałabym zajść latem, żeby urodzić na wiosnę 🙂 Lekarz z uśmiechem odpowiedział: „Jak tak pani będzie wybrzydzać, to może pani w ogóle nie zajść. Na co czekać? Ma pani faceta? Kochacie się? No to robić TERAZ” i zaczął mi ze spokojem tłumaczyć jak funkcjonuje kobiecy cykl i stwierdził, że właśnie teraz jest idealny czas, aby począć dziecko – „nie bez powodu pani do mnie trafiła” 🙂 Dał mi konkretne wytyczne, aby za dwa dni, czyli w sobotę podjąć współżycie z mężem 🙂 Wyszłam od niego zdezorientowana i jednocześnie podekscytowana, z jakimś dziwnym uczuciem spokoju i zaufania. Zrozumiałam, że to już chyba ostateczny sygnał od Wszechświata, że TERAZ JUŻ CZAS na dziecko. Wyraźniejszego znaku już chyba nie mogłam dostać! Nagle wszystko ułożyło mi się w jedną całość. Przez ostatnie miesiące otrzymywałam mnóstwo znaków, już nie mogłam tego dłużej bagatelizować.

Po powrocie do domu, stwierdziliśmy z Pawłem, że jeżeli rzeczywiście to już czas, to może warto zaufać i zobaczymy co się wydarzy. No i przyszła sobota… spakowani już na jutrzejszą wyprawę, udajemy się do łóżka… pominę już tutaj wszelakie szczegóły, jednak muszę podkreślić fakt, że kiedy oddajemy się sobie nawzajem z intencją poczęcia nowego życia, to jest to zupełnie inna jakość współżycia. To była nasza najcudowniejsza noc! Zasypialiśmy z uczuciem lekkiej niepewności, a jednocześnie głębokiego zaufania, spokoju, radości i poczuciem, że wszystko jest w rękach Boga – „Niech się dzieje Wola Boża” – powiedziałam. Rano, kiedy spojrzałam w lustro, ujrzałam po raz pierwszy tak przepiękny, głęboki blask w moich oczach. Dziś wiem, że to był ten blask cudownie połączonej miłości i jej owocu, który natychmiast zadomowił się we mnie. Paweł od samego początku był pewny, że jestem w ciąży i że mamy syna.

Ta decyzja całkowicie odmieniła całe moje życie. Energia zmian zaczęła działać natychmiast. Mój biznes zaczął rozkwitać i rozwijać się w niesamowitym tempie, bez większych wysiłków. Wszystko szło prosto i gładko. Cały okres ciąży upłynął mi niesamowicie dobrze. Czułam się pełna energii, rozpromieniona i piękna. Mimo zmieniającego się ciała, z każdym dodatkowym kilogramem kochałam je coraz bardziej. Był to cudowny czas rozwoju, wzrastania, bezgranicznej radości i szczęścia, rozkwitania w pełni mojej kobiecej mocy, zdobywania nowej wiedzy i poszerzania świadomości, niesamowitych odkryć, przeżyć, doświadczeń. Wielokrotnie podróżowałam w tym czasie, rozwijałam biznes w Anglii, organizowałam konferencje, a dzięki wspaniałym wynikom biznesowym miałam przyjemność wypoczywać w Indonezji, Singapurze, na Bali oraz razem z mężem świętować na Dominikanie rocznicę firmy, z którą współpracuję. Codziennie rano wstawaliśmy na wschód słońca i robiliśmy swoje poranne rytuały na plaży przy szumie oceanu, śpiewie ptaków, wśród pięknych palm i promieni wschodzącego słońca. Kocham takie poranki! Tam też, pewnego wieczoru, pośród pięknie podświetlanych palm na plaży, Paweł poprosił mnie, abym spędziła z nim resztę życia 🙂
Ten wyjazd okazał się cudownym prezentem dla całej naszej trójki 🙂


Nie wiedziałam, co to dolegliwości ciążowe. Jedynie w pierwszym trymestrze byłam bardzo senna i musiałam sobie ucinać drzemki w ciągu dnia, a dopiero w ostatnim miesiącu, czułam już słabsze krążenie w żyłach, co czasem powodowało trudności ze spaniem. Wszelkie moje wcześniejsze obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Okazało się, że 9 miesięcy to wystarczająco długi okres, aby odpowiednio się przygotować do nowej roli – przede wszystkim emocjonalnie, mentalnie i duchowo. Wraz z czytaniem kolejnych książek o porodach naturalnych, oglądaniem wartościowych filmów, zaczęła poszerzać się moja świadomość i byłam niesamowicie zdumiona i zaskoczona poziomem niewiedzy, nieświadomości i ilością dezorientujących informacji, jaka panuje w społeczeństwie.

Kobiety na przestrzeni lat gdzieś zapomniały o potędze i mocy swojej natury i mądrości swojego ciała, które jest w stanie idealnie nas przeprowadzić przez te najbardziej naturalne, fizjologiczne procesy ciąży i porodu. Cieszę się, że mój instynkt samodzielnego zdobywania wiedzy, odkrywania i badania jest silniejszy niż podatność na słuchanie otoczenia. Z każdym miesiącem utwierdzałam się w tym, że idę właściwą drogą, że sobie świetnie poradzę i będę mogła dzięki temu dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi.
Na 3 miesiące przed porodem zaczęliśmy zajęcia we wspaniałej Szkole Rodzenia w Warszawie, gdzie nauczyliśmy się bardzo dużo i utwierdziliśmy w decyzji porodu w domu. Znaleźliśmy też odpowiednią położną z Łodzi, która przyjmuje porody domowe.

Zdaję sobie sprawę, że na przebieg ciąży ma wpływ wiele czynników i nie zawsze może być tak pięknie. Jednak i tak zawsze ostatecznie od nas w dużej mierze zależy jak się czujemy w tym okresie, czym karmimy swój umysł, jak dbamy o swoją dietę, ruch, o przyjemne emocje i doświadczenia. Wszystko, czym karmimy siebie, na każdym poziomie, to chłonie nasze dziecko. Okres ciąży może być rzeczywiście trudnym czasem, jeżeli pozwolimy, aby to lęki, obawy i wszelkie obiegowe opinie na temat tego stanu wzięły w nas górę. Ja postanowiłam, że w miarę możliwości nie będę dopuszczać do siebie żadnych negatywnych ludzi ani informacji. Świadomie dbałam o to, czym karmię nie tylko swoje ciało, ale przede wszystkim umysł i duszę. Wybierałam ciekawe wydarzenia rozwojowe i rozrywkowe, aby w tym czasie doświadczać w sobie pięknych emocji. Pojechałam w czwartym miesiącu ciąży na tygodniowy krąg kobiet, organizowany co roku latem przez Ewę Foley w Kawkowie. To było cudowne przeżycie! Polecam każdej kobiecie, aby sprawiła sobie taki prezent dla siebie. Tam też przyszła do mnie informacji o porodzie lotosowym. Zaczęłam zgłębiać temat i pochłonęło mnie to bez reszty, zakochałam się w tej idei – piszę o tym szerzej tutaj: http://holisticspace.pl/cud-narodzin-porod-lotosowy-jego-niezwykle-piekno-i-moc/

Może przechodzisz właśnie w swoim życiu podobny okres, jaki ja przechodziłam przed zajściem w ciążę? Może masz podobne obawy? A może Wszechświat też już daje Ci od dłuższego czasu wyraźne znaki, że to już TEN MOMENT i może nie ma na co czekać? 🙂

Wiem jedno, że sama nie byłabym w stanie zaplanować tak pięknego scenariusza. Wszelkie nasze próby kontrolowania rzeczywistości, upierania się przy swoim, sprawiają, że może ominąć nas coś cudownego, co Stwórca chce nam ofiarować. Cały czas uczę się płynąć z nurtem życia z zaufaniem i otwartością na to, co może mnie spotkać, kiedy odpuszczam kontrolę.

„Musisz pozbyć się życia, jakie zaplanowałaś, abyś mogła doświadczyć życia, które na Ciebie czeka”

Agnieszka Maciąg


Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *