CIĄŻA, PORÓD,  MACIERZYŃSTWO

Karmienie piersią – piękna i zarazem trudna droga w macierzyństwie

Zamieściłam dwa dni temu na swoim prywatnym profilu na facebooku’u zdjęcie z moim synem przy piersi. Spotkało się ono z bardzo pozytywnym odzewem. Jestem pod ogromnym wrażeniem, bo okazało się, że bardzo wiele kobiet karmi swoje dzieci po 3 – 4 lata, co aktualnie bardzo rzadko słyszymy, dlatego warto mówić o tym głośno, bo takie wsparcie jest innym kobietom niezwykle potrzebne! Dostałam też kilka prywatnych wiadomości z pytaniami, podziękowaniami, dlatego postanowiłam trochę szerzej opisać moją przygodę z karmieniem oraz jakie jest moje podejście w tym temacie.

W styczniu miną dwa lata, od kiedy karmimy się razem z Aleksandrem. Tak, KARMIMY – bo jest to proces obustronny – wzajemny transfer energii od matki do dziecka i od dziecka do matki. Poza korzyściami natury czysto zdrowotnej – znacznie lepsza odporność u dziecka oraz prewencja wielu kobiecych chorób u matki, ten proces pozwala na wzajemne głębokie zestrojenie i jest najkrótszą drogą na stworzenie silnej więzi, która da dziecku poczucie bezpieczeństwa, miłości i pewności, że jego potrzeby są stale zaspokajane.

Myślę, że właśnie karmienie piersią jest jednym z najbardziej fenomenalnych i niezrozumiałych elementów macierzyństwa, zwłaszcza przez mężczyzn i kobiety, które nie karmiły w ogóle piersią z różnych powodów lub nie było im dane karmić dłużej. Każda kobieta ma prawo decydować czy chce karmić naturalnie czy sztucznie swoje dziecko i każda dokonuje słusznych dla siebie wyborów. Jednak uważam, że mając większą wiedzę i świadomość znacznie więcej kobiet miałoby szansę na udaną i z pewnością dłuższą przygodę z naturalnym karmieniem.

Chyba żadna inna czynność związana z opieką nad dzieckiem nie wywołuje tak różnorodnych i bardzo często skrajnych emocji. Nie ma co ukrywać, że nie jest to droga usłana różami. Jest to czas wielu wyzwań, milionów pytań i wątpliwości, często poświęceń, wyrzeczeń i zrezygnowania chwilowo z własnych potrzeb na rzecz jak najlepszego startu życiowego dla swojego dziecka. Myślę, że to właśnie udane karmienie piersią jest w stanie dać dziecku bezcenny pakiet wartości, który pozwoli zaspokoić mu wiele jego podstawowych potrzeb – zarówno czysto fizjologicznych, zdrowotnych, ale też emocjonalnych i duchowych. Żadne mleko modyfikowane nie jest w stanie dać dziecku bezcennych przeciwciał i wartości odżywczych, które zawiera tylko mleko mamy. Jest ono uważane za najdoskonalszy obecnie pokarm na świecie.

Uważam, że dla udanego karmienia piersią absolutną podstawą jest odpowiednie przygotowanie się w czasie ciąży – zdobycie aktualnej wiedzy z rzetelnych źródeł. Z jednej strony powinien być to proces całkowicie naturalny, przecież tak zostałyśmy zaprogramowane przez naturę, z drugiej jednak świat, w którym żyjemy, nadmiar bodźców, sprzecznych informacji powoduje, że zatracamy naszą naturalną mądrość ciała i pierwotne instynkty, które by nami doskonale pokierowały w tym procesie. W społeczeństwach, które żyją z dala od cywilizacji karmienie piersią raczej nie wywołuje żadnych trudnych wyzwań czy wyimaginowanych problemów. Wśród wielu rdzennych plemion kobiety karmią dzieci nawet do wieku 6-7 lat i jest to absolutnie normalne. Wiedza i doświadczenie są przekazywane z pokolenia na pokolenie i kobiety żyją we wspólnotach, w bliskich relacjach ze sobą nawzajem, wspierając się we wszystkich aspektach kobiecości. Wśród naszych mam i babć panowały bardzo różne, często skrajne „trendy” i zalecenia wprowadzane przez środowiska medyczne, które spowodowały wśród kobiet totalną dezorientację. I tak dzieje się nadal. Niestety autorytet świata medycznego jest tak silny, że bardzo często wierzymy bardziej lekarzom i pielęgniarkom niż naturze i własnej kobiecej intuicji.

Jest to przykre, że wiele kobiet bardzo szybko kończy swoją przygodę z karmieniem, właśnie z powodu braku wsparcia w miejscach, gdzie powinno być ono najmocniejsze – w szpitalach, gdzie rodzą się dzieci i przychodniach, do których rodzice chodzą z nimi na wizyty. Sama na szczęście nie miałam okazji tego doświadczyć, ponieważ rodziłam syna w domu i raczej nie korzystam z usług służby zdrowia, a w miarę potrzeby sięgamy po naturalne, niekonwencjonalne metody leczenia. Sama bezustannie zdobywam i poszerzam wiedzę, a przede wszystkim słucham własnej intuicji. Jednak rozmawiając z kobietami o ich doświadczeniach z karmieniem piersią jest to przerażające jak często całkowicie niepotrzebnie włączają dziecku bardzo wcześnie butelkę czy mleko modyfikowane, bo takie dostały zalecenia, przez co nierzadko bardzo szybko niestety karmienie się kończy…

Ile znasz kobiet, które usłyszały od lekarza diagnozę: „Dziecko za mało przybiera na wadze.. dziecko się nie najada.. ma pani mało treściwy pokarm.. ma pani za mało pokarmu…” i tak dalej. I niestety sporo kobiet w to wierzy! A prawda jest taka, że niemal każda kobieta ma wystarczającą ilość pokarmu dla swojego dziecka i co najważniejsze jego skład i ilość są doskonale dopasowane do aktualnych potrzeb maleństwa. Skład mleka zmienia się na bieżąco, w miarę jak dziecko ssie pierś. Poprzez ssanie dziecko pobudza odpowiednie receptory w piersiach, które przesyłają sygnał do komórek, jaki aktualnie skład i ilość są dziecku najbardziej potrzebne. Natura jest doskonała! Popyt kształtuje podaż. Im częściej na samym początku przystawiamy dziecko do piersi, tym bardziej pobudza i stabilizuje to laktację. Matka i dziecko to doskonale zespolone ze sobą organizmy potrafiące się komunikować bez słów, dlatego idąc naturalną drogą i nie pozwalając, by hałas opinii innych zagłuszył tę komunikację będziemy zawsze potrafiły słuchać czego nasze dziecko potrzebuje i podejmować właściwe decyzje.

Badania potwierdzają, że najbardziej kluczowy dla pobudzenia laktacji i udanego karmienia jest okres pierwszych kilku dni, a zwłaszcza pierwsze 2 godziny po porodzie w nieprzerwanym kontakcie skóra do skóry. Instynkty dziecka związane z karmieniem są najsilniejsze właśnie w godzinę lub dwie od narodzin i stopniowo słabną w kolejnych godzinach i tygodniach, dlatego warto wtedy je maksymalnie wykorzystać. Brak tego kontaktu lub jego przerwanie i zaburzenie poprzez zbyt wczesne zabranie dziecka od matki może powodować już pierwsze problemy z rozpoczęciem karmienia.

Jeżeli w czasie pierwszych dni, tygodni po porodzie dziecko jest przystawiane zbyt rzadko – bo na przykład jest dokarmiane mlekiem modyfikowanym – to niektóre gruczoły mleczne nie mają szansy się uaktywnić. Dodatkowo mleko z butelki płynie gładko, dziecko nie musi w żaden sposób się wysilać, aby otrzymać pokarm, więc kiedy potem otrzymuje pierś jest nerwowe, płacze, nie chce ssać, bo poczuło, że przecież jest łatwiejsza droga. Nawet jednorazowe podanie butelki może zakończyć proces karmienia piersią! Znam takie kobiety, które myślały, że podając butelkę raz czy dwa nic się nie wydarzy i do dzisiaj żałują tej decyzji, bo dziecko już nie chciało piersi.

Nie ma co ukrywać, że karmienie piersią jest ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza na początku, kiedy jest to dla nas totalnie nowe doświadczenie. Tutaj nieocenione jest wsparcie innych kobiet, które już mają to za sobą i z powodzeniem karmią dalej swoje pociechy. Jest też mnóstwo rzetelnych książek i blogów, na których możemy znaleźć wiele odpowiedzi. Polecam przede wszystkim blog hafija.pl oraz książki: Magda Karpienia Karmienie piersią, Gill Rapley i Tracey Murkett Po prostu piersią oraz Hannah Lothrop Sztuka karmienia piersią.

Ogromną rolę odgrywa też partner, który służy nam wsparciem emocjonalnym, a także dzieli z nami obowiązki nad dzieckiem. Myślę, że czas połogu jest takim kluczowym okresem, w którym to właśnie pomoc mężczyzny jest bezcenna. Ja mam cudownego partnera, który opiekował się mną i dzieckiem najlepiej jak tylko mógł. I robi to nadal, taki mężczyzna to skarb! 🙂

W czasie pierwszych dni, tygodni kiedy syn budził się w nocy na mleko, ja musiałam najpierw iść do łazienki „ogarnąć się”, zmiękczyć trochę piersi, a mąż w tym czasie zmieniał pieluchę. Kiedy w pierwszych tygodniach dziecko prawie non stop chce być przy piersi, właśnie to jest nasza rola, aby mu te potrzeby zaspokoić. Nie jest to łatwe. Jesteśmy wtedy niewyspane, obolałe i przemęczone. Wiele kobiet właśnie wtedy rezygnuje, bo uważają, że nie dają już rady i nie mają w ogóle życia „dla siebie”. Warto wtedy pamietać po co, dlaczego i dla kogo się to robi. Niejednokrotnie w czasie długiej sesji Aleksandra przy piersi, mąż karmił wtedy mnie – bo nie miałam kiedy spokojnie zjeść, a zapotrzebowanie energetyczne w tym czasie znacznie wzrasta.

Myślę, że w trakcie połogu, kiedy razem opiekujemy się dzieckiem i potrafimy odpuścić wszystkie inne sprawy, to bardzo mocno potrafi umocnić to nasze relacje z partnerem, a także relację taty z dzieckiem. Wiele „ważnych” spraw może poczekać, a te pierwsze dni, tygodnie z dzieckiem już nie wrócą nigdy, a to właśnie one w ogromnym stopniu rzutują na adaptację dziecka w nowym świecie, jego poczucie bezpieczeństwa i na całe nasze późniejsze rodzicielstwo.

Wiem, że nie każda kobieta ma to szczęście być z tak oddanym partnerem, jednak zawsze mamy wśród swoich bliskich inne osoby, które chętnie będą nam służyć swoją pomocą. Niestety często kobiety boją się o tę pomoc poprosić. Wiele osób bardzo chętnie by pomogło, jednak nie chcą się narzucać. Pamiętaj, prośba o pomoc nie jest oznaką Twojej słabości, lecz właśnie odwagi i siły! Warto korzystać też z pomocy douli, położnej lub doradczyni laktacyjnej, zwłaszcza przy większych i nietypowych wyzwaniach.

I to wsparcie jest nam potrzebne niejednokrotnie w czasie całej laktacji. Bo cały czas pojawiają się nowe wyzwania. Niby już nam się wydaje, że karmienie ustabilizowane, dziecko budzi się w nocy tylko raz czy dwa, wszystko idzie sprawie, wysypiamy się, a tu nagle… zaczynają się nocne maratony przy piersi! Dziecko budzi się co godzinę i ssanie trwa kilkadziesiąt minut albo wydaje nam się, że całą noc! I wtedy przychodzi kryzys! Wszystko się potęguje – nasze zmęczenie fizyczne, psychiczne i emocjonalne. Nachodzą nas myśli, że może już czas to zakończyć, obawiamy się, że nie damy rady wytrzymać, stajemy się nerwowe. Takich okresów w czasie całej laktacji będzie wiele, bo przecież dziecko stale się rozwija, ciągle uczy się nowych rzeczy. A to wychodzą nowe zęby, a to pojawiają się nowe umiejętności – siadanie, raczkowanie, chodzenie, jedzenie pokarmów stałych – te wszystkie milowe kroki są dla dziecka ogromnym wyzwaniem i jakoś musi ono to wszystko odreagować. Kiedy jest karmione piersią, jego najbezpieczniejszą przystanią jest właśnie mama i jej piersi. Mając tę świadomość jest nam o wiele łatwiej wytrwać w tych momentach kryzysowych.

A to wszystko mija! Nawet najcięższe okresy zawsze są tylko chwilowe i mijają! Są to często sprawdziany naszej wytrwałości, tego, jak bardzo nam zależy na danych postanowieniach. Pamiętaj – nic, co wartościowe w życiu nie przychodzi łatwo! Zawsze można wybrać lżejszą i łatwiejszą drogę, pytanie tylko jakim kosztem? Często cena, jaką trzeba zapłacić za zbyt wczesne odstawienie dziecka od piersi, to później częste infekcje, choroby, a także konieczność zaspokajania tych podstawowych potrzeb miłości, bliskości i bezpieczeństwa w inny sposób, bo przecież one nie znikają…

Ja zdecydowałam, że będę karmić syna co najmniej dwa lata, a dalej zobaczymy. Wychodzę z założenia, że jeżeli jest mu to potrzebne, to nie mam zamiaru mu tego zabierać. Jestem jednocześnie w czwartym miesiącu ciąży i dopóki wszystkie wyniki badań mam dobre, to zamierzam dalej to kontynuować. Mam nadzieję, że będzie mi dane doświadczyć jak to jest karmić w tandemie – czyli dwójkę rodzeństwa 🙂

Zdecydowaliśmy też, że nie będziemy dawać dziecku smoczka ani butelki. Było to dla mnie bardzo ważne, aby w żaden sposób nie zaburzać laktacji. Przez pierwszych 6 miesięcy, kiedy syn był karmiony wyłącznie piersią, nie mogłam sama wyjść z domu na dłużej niż 2 – 3 godziny, a jeżeli była taka konieczność to zabierałam syna ze sobą. Laktator zakupiłam dopiero jak syn skończył rok i wyjechałam na weekend na szkolenie. Mógł już wtedy obyć się bez mojego mleka, jednak ja musiałam je odciągać, aby nie dopuścić do zatorów w piersiach i utrzymać laktację.

Karmienie piersią pomimo tych wielu wyzwań jest przede wszystkim bardzo wygodne – mleko jest zawsze i wszędzie dostępne dla dziecka, ciepłe i gotowe natychmiast do spożycia. Zwłaszcza podczas podróży jest to nieocenione. Nie trzeba w żaden sposób martwić się tym, aby przygotować dziecku posiłek.

Chwile z dzieckiem przy piersi są też dla kobiety niezwykle odprężające i kojące, bo prolaktyna, która się wydziela działa na nas relaksująco i usypiająco. Mi często udawało się zaliczać drzemki razem z synem, a w nocy śpiąc z dzieckiem i podając mu pierś, natychmiast zasypialiśmy dalej razem. Mimo przerywanego co 2 – 3 godziny snu, nie odczuwałam niewyspania czy zmęczenia. Jedynie właśnie w momentach skoków rozwojowych bywało trudniej, jak pisałam wcześniej.

Jednak bardzo trudny był dla mnie ostatnio trzeci miesiąc ciąży. Syn wtedy budził się w nocy nawet po 6 – 8 razy, wieczorne usypianie stało się uciążliwe i męczące, stałam się bardzo nerwowa i rozdrażniona. Był to najtrudniejszy kryzys, jednak nie chciałam kończyć karmienia. Trzeba było znaleźć rozwiązanie. Zaczęłam dziecku tłumaczyć, że „cycy” – bo tak syn woła o mleko 😉 – mnie bolą, że w brzuchu jest dzidzia, że chcę się w nocy wyspać i wiecie co? Nagle z tych 6 – 8 pobudek zrobiły się 2 – 3, a za kilka dni jedna pobudka w nocy! To było niesamowite! Dzieci rozumieją wszystko i chcą z nami współpracować, jeżeli traktujemy je z szacunkiem i miłością. Pozostały jednak męczące sesje usypiania na noc – akrobacje i skakanie z jednej piersi na drugą, więc mąż przejął tymczasowo ten wieczorny rytuał i zaczął spać z synem w drugim pokoju. Po kilku dniach syn zaczął przesypiać całe noce, co było dla nas niesamowitym przełomem. Teraz ponownie śpimy w trójkę i pobudki zdarzają się już bardzo rzadko, przeważnie Aleksander śpi spokojnie całą noc. Cieszę się, że udało mi się to przetrwać i karmimy się dalej.

Jak ze wszystkim, także w macierzyństwie, kluczowe jest oczywiście nasze nastawienie mentalne, jakimi myślami same się karmimy, co do siebie mówimy, czy same siebie wspieramy i czy widzimy wszystko w jasnych czy szarych barwach.

Dla mnie cała przygoda z karmieniem jest niezwykle fascynująca, barwna i nieprzewidywalna. I mimo różnych wyzwań są to piękne chwile, które trwają przecież zaledwie te kilka lat… a w pamięci naszej i dziecka zostawiają trwały ślad bezwarunkowej miłości na całe życie! Moment, w którym mamy dziecko przy piersi jest często tak kojący, że znikają wszelkie „problemy” i zapominamy o tych wszystkich trudnościach, które nas spotykały.

Drogie kobiety! Bądźcie silne, uwierzcie w siebie i w moc swojej kobiecej natury! Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej niż same czujecie! Bądźcie wierne sobie, swoim wartościom i postanowieniom! I pamiętajcie, że zawsze jesteście przez Wszechświat wspierane!

komentarze 4

  • Karolina

    Piękny artykuł… to jakby o Mnie i o moim synu i mężu 🙂 Od początku mam i miałam wsparcie u najbliższych mi osób co do karmienia piersią. Moja mama też długo mnie karmiła. Mój syn ma już ponad dwa lata i dalej uwielbia „cycusia”. W nocy od samego początku synek spał przy Mnie i gdy się przebudził na mleko to zasypialiśmy razem i jest tak do dzisiaj, dzięki czemu zawsze jestem wyspana. U mnie też zdarzają się dni lub noce, kiedy synek ssie więcej i staram się wtedy być dla niego cierpliwa i okazać mu tyle bliskości ile potrzebuje. Gdy gdzieś wyjeżdżam to staramy się tak organizować życie, żeby móc pojechać całą rodziną i żeby czas rozłąki mojego syna ze mną nie był dłuższy niż kilkanaście godzin. Myślę, że długie (kilkuletnie) karmienie piersią jest możliwe, jeśli kobieta (i oczywiście dziecko) tego chce. Całe życie da się zorganizować tak, aby móc się z tego cieszyć i nie traktować jako „wyrzeczenia”. Dla mnie karmienie piersią to piękne chwile… Dziękuję Ci bardzo Aniu za ten artykuł 🙂

    • Anna Siemińska

      Gratuluję Karolina podejścia, świadomości i tak pięknych doświadczeń z karmieniem 🙂 pozdrawiam serdecznie! 🙂

  • Katarzyna

    Piękny artykuł i karmieniu piersią 🙂
    Chciałabym się wypowiedzieć na temat edukacji , która pomaga przetrwać te trudne momenty. Kiedy byłam w ciąży , przeczytałam mnóstwo książek oraz brałam udział w szkole rodzenia . Przeczytałam książki o których Aniu piszesz w tym artykule . Uważam ,ze wiedza na temat karmienia i porodu oraz wielu innych kwestii związanych z ciąża pomogła mi w wielu trudnych momentach . Mamy tak wiele dobrych źródeł , z których możemy się uczyć i warto z tego korzystać . Dzięki świadomości która miałam , wytrwałam i do dziś karmie swojego synka , który ma obecnie 8 miesięcy . Dziewczyny czytajcie , słuchajcie i rozmawiajcie z osobami które pomogą Wam zdobyć tą wiedzę , a dalsza droga będzie o wiele prostsza ! Pozdrawiam

  • Dominika

    Dziękuję Ci , Aniu za ten piękny artykuł 🙂 Przede mną niecałe trzy miesiące przygotowań do spotkania z Maluszkiem. Chcialabym, by droga z karmieniem była owocna i pełna sukcesu i wierzę, że tak właśnie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *